Arkadiusz Kaszuba – wywiad

Arkadiusz Kaszuba – wywiad

Początki były trudne, ale to właśnie jest piękne w sporcie, że im bardziej jest ciężko, tym bardziej się chce przekraczać pewne granice”.

 

Iwona Nieroda: Bardzo mi miło, że mogę z tobą porozmawiać tym bardziej że mam okazję przeprowadzić wywiad z osobą, która tak jak ja reprezentuje Podkarpacie na kickboxerskich arenach w kraju, jak i poza jego granicami. Jesteś młodym zawodnikiem, nie wszyscy w środowisku, a szczególnie poza nim mogą Cię znać, dlatego na początek proszę, powiedz nam kilka słów o sobie. Jakim jesteś człowiekiem i jakim kickboxerem?
Arkadiusz Kaszuba: Witam wszystkich czytelników, mi również jest bardzo miło. Wydaj mi się, że jestem dosyć otwartą osobą, dobrą dla innych ludzi. Jestem bardzo uczulony na ludzką krzywdę. Znajomi mówią mi, że mam pozytywną energię. Jeśli chodzi o kickboxing, to ciągle mam nieodpartą chęć zdobywania doświadczenia, poznawania tego sportu oraz do samodoskonalenia się.

Na co dzień wydajesz się być wesołym, młodym chłopakiem, który studiuje na Politechnice Rzeszowskiej. Nosisz okulary niczym Harry Potter i w żaden sposób usposobieniem oraz wyglądem nie przypominasz „mordercy” z ringu. Jak to wytłumaczysz?
(śmiech) To prawda, jestem prostym chłopakiem, nie lubię obrastać w piórka sukcesów. Wolę być normalny. Z reguły nie interesuję się tym, co ludzie o mnie myślą i mówią, głównie zdaję się na opinie moich przyjaciół, którzy dobrze mnie znają. Jeśli chodzi o studia, to przeniosłem się na Uniwersytet Rzeszowski, ale w dalszym ciągu pozostaje wierny matematyce. Ja po prostu jestem z tych osób, które potrafią oddzielić życie zawodowe od życia prywatnego. W ringu może jeszcze nie jestem mordercą, ale kipie agresją, a w życiu codziennym raczej by się to nie sprawdziło, dlatego też pozostaję miłym facetem.

No właśnie, a jaki jesteś w ringu? Co czujesz przed walką i w jej trakcie? Kiedy instynkt „ringowego mordercy” ustaje?
Myślę, że tak jak wszyscy im bliżej walki, tym bardziej się stresuję, ale gdy staję już w ringu, to zapominam o wszystkim i widzę tylko mojego przeciwnika. Uwielbiam to uczucie buzującej adrenaliny. Gdy słyszę moich przyjaciół, którzy mi dopingują, to dostaję jeszcze większego powera. Myślę, że ten „instynkt mordercy” ustaje zaraz po walce, gdy już na spokojnie gratulujemy sobie nawzajem z przeciwnikiem.

Co dzieje się z Arkadiuszem Kaszubą, kiedy „kurz” po walce opada?
Gdy kurz po walce opada, myślę tylko o jednym… o dobrym jedzeniu (śmiech).

Każdy z nas ponosi porażki. Jak ty się do nich ustosunkowujesz? Mocno je przeżywasz?
Tak naprawdę porażki uczą, ale ja staram się ich nie pamiętać i mieć w głowie tylko te dobre walki.

Analizujesz wnikliwie każdy swój pojedynek niezależnie od wyniku?
Czy analizuję? Może to za mocno powiedziane, ale zawsze po walce wspólnie z trenerem dostajemy dawkę informacji, nad czym trzeba popracować.

Jak na dwudziestodwuletniego zawodnika masz na swoim koncie całkiem niezły sportowy dorobek. W wieku osiemnastu lat zostałeś Mistrzem Świata Juniorów w Kickboxingu Low Kick, trzy lata później, po świetnym turnieju dorobiłeś się tytułu wicemistrza Świata Seniorów K-1 Rules, do tego dochodzą medale z Pucharów Świata. Wywalczyłeś również brązowy medal Mistrzostw Europy, który dał ci przepustkę do świetnie zapowiadającej się imprezy sportowej The World Games, która w lipcu odbędzie się we Wrocławiu. Jak oceniasz już to, co masz?
W wieku 18 lat zostałem Mistrzem Świata, jednak sama dobrze wiesz, że nam sportowcom ciągle mało. Świetnie, że poruszyłaś temat World Games, bo jest to dla mnie priorytet na ten rok i to właśnie wszystkie przygotowania podporządkowuję właśnie tej imprezie.

Na co liczysz podczas The World Games 2017? Będzie złoto dla Polski?
Nie zawiodę naszego kraju, dam z siebie wszystko, sprawię, że orzełek będzie na najwyższym podium. Taki mam cel. Liczę też na dobrą dyspozycję tego dnia, bo jest ona niezwykle istotna.

Teraz porozmawiajmy o twojej karierze zawodowej. Na ten moment jesteś pod opieką fundacji Iron Angels i cyklicznie pojawiasz się na zawodowych galach Angels of Glory. Co daje Ci współpraca z fundacją? Czujesz, że rozwijasz się pod jej skrzydłami?
Jestem bardzo wdzięczny organizacji za współpracę, za możliwość ciągłego rozwoju i realizowania siebie na ringu zawodowym. Dzięki nim nabieram doświadczenia, które jest bardzo ważne w sporcie. Dziękuje Grzegorzowi Wrześniowi, że dał mi taką szansę.

Obiło mi się o uszy, że w pierwszej połowie roku czeka cię kolejna walka zawodowa. Pochwal się, kiedy i gdzie będzie można znów zobaczyć, jak kręcisz „zabójcze” obrotówki?
Tak, to prawda. Dokładnie 21 kwietnia stoczę kolejny pojedynek zawodowy na Słowacji. Walka odbędzie się w Trnawie. Już dziś wszystkich na nią zapraszam.

Wolisz walki zawodowe czy starty w turniejach amatorskich?
Dla mnie ciekawsze są walki zawodowe. Chodzi mi przede wszystkim o komfort, jaki dają, czyli o to, że nie trzeba się męczyć z ochraniaczami na golenie i kaskami na głowę.

A teraz pytanie, które na pewno słyszałeś już milion razy w swoim zawodniczym życiu. Jak to się stało, że trafiłeś na salę Rzeszowskiego Klubu Sportów Walki i zostałeś kickboxerem?
Historia jest dość prosta. Wcześniej trenowałem karate i przyznam się, że czegoś mi tam brakowało. Pewnego dnia od kolegów dowiedziałem się, że na mojej siłowni prowadzą takie treningi, więc poszedłem, spróbowałem i tak już zostałem. Początki były trudne, ale to właśnie jest piękne w sporcie, że im bardziej jest ciężko, tym bardziej się chce przekraczać pewne granice.

Nie da się nie zauważyć, że masz ogromne wsparcie ze strony rodziny, która dopinguje cię podczas najważniejszych walk. Czy od początku twojej przygody z kickboxingiem mogłeś liczyć na najbliższych?
Na moją rodzinę mogę liczyć zawsze. To właśnie tata zaraził mnie miłością do sportu i to on był moim pierwszym trenerem. Moim najbliższym jestem wdzięczny za to, że tyle mi dali, że zawsze we mnie wierzą i mnie wspierają. Rodzice zawsze starają się być na moich walkach, a mnie oczywiście cieszy ich obecność.

Czas na pytanie z innej beczki. Masz dziewczynę?
Tak, mam dziewczynę. Wspiera mnie w tym co robię i zawsze mi kibicuje. Jesteśmy już trochę razem, więc mogę powiedzieć, że jest wspaniałą kobietą.

Podejrzewam, że nie jedna nasza czytelniczka otrzymała właśnie cios prosto w serce, ale przejdźmy dalej. Jak wyobrażasz sobie twoją dalszą sportową karierę? Będziesz walczył do czterdziestki?
Staram się dobrze prowadzić, dobrze odżywiać i wcześnie chodzić spać. Moja babcia dostarcza mi „naturalne” jedzenie, po którym czuję niezwykłą moc. Mam nadzieję, że dzięki temu moja sprawność fizyczna będzie ciągle lepsza. Nie wybiegam za bardzo w przyszłość, ale jednym z moich marzeń jest, aby jak najdłużej pokazywać się w ringu. Chcę to robić tak długo, jak długo się da.

Chyba zbyt mocno wybiegłam z poprzednim pytaniem w przyszłość. Może skupmy się na tegorocznych celach. O czym sportowo, poza złotym medalem na The World Games, marzysz?
Moim drugim celem do zrealizowania na ten rok jest złoto na mistrzostwach świata w Brazylii. Nie ukrywam, że bardzo mi na nim zależy.

Na koniec chciałam zapytać cię jeszcze o jedną z twoich pasji, a mianowicie anime „Dragon Ball”. Słyszałam, że chciałbyś sobie kiedyś nawet wytatuować, postać Son Goku? Faktycznie, aż tak lubisz tę produkcję? Co cię w niej „kręci”?
(śmiech) To prawda, jestem wielkim fanem „Dragon Ball”. Uwielbiam oglądać losy Son Goku i jego przyjaciół jak trenują i walczą. Tatuaż może w przyszłości, na razie jednak pozostaje przy własnych rysunkach.

W tej chwili dostajesz ode mnie wolną rękę i masz dosłownie minutkę, aby pozdrowić naszych czytelników i podziękować wszystkim tym, którym podziękowania się należą.
Chciałbym podziękować rodzinie, przyjaciołom i mojej dziewczynie za to, że zawsze są przy mnie, oraz mojemu trenerowi, który spędza ze mną setki godzin na sali treningowej. Dziękuję również moim sponsorom tj. Grzegorzowi Putko z Doping24, Agacie i Radosławowi Maksymowiczom z Dentar.pl oraz Tejpy.pl. Dziękuję organizacji Iron Angels za możliwości, jakie mi dają. Dziękuję również redakcji FightExpert Magazine, a przede wszystkim tobie Iwona.

 

Iwona Nieroda / FightExpert Magazine nr 6

Udostępnij

Comments are closed.