UMOWY W POLSKIM MMA

UMOWY W POLSKIM MMA

Na krajowym rynku mieszanych sztuk walki funkcjonuje szereg organizacji różniących się skalą działalności oraz sposobem promowania dyscypliny i swojej marki. Niektóre operują lokalnie, skupiając się na miejscowych zawodnikach i zarabiając – bądź nie – głównie na sprzedaży biletów (choćby Spartan Fight). Inne prowadzą działalność w oparciu o sponsorów (LFN). Jeszcze inne starają się rozwijać dzięki niszowym stacjom telewizyjnym (Slugfest). Te większe, jak FEN, rozpowszechniają zaś swój produkt przy pomocy telewizji Polsat, dostępnej na terenie całej Polski. Na samej górze tej drabiny jest oczywiście KSW, które opiera funkcjonowanie na pay-per-view. Mimo iż każda z tych organizacji kierowana jest w nieco odmienny sposób, a ich włodarze starają się znaleźć najlepszą drogę rozwoju, każda z nich posiada jedną potrzebę, będącą wspólną dla każdej organizacji zajmującej się MMA czy nawet szerzej – będącą wspólną dla każdej organizacji zajmującej się promowaniem sportów walki.

Tą potrzebą jest posiadanie mocnych sportowo zawodników, będących odpowiednim „materiałem” do kreowania przyszłych gwiazd. Jest to dla biznesu MMA kwestią absolutnie fundamentalną jak świeże produkty w dobrej restauracji.

Liczba fighterów MMA jest, rzecz jasna, ograniczona, a jeśli kryteria zawęzimy do tych, którzy prezentują wysoki poziom sportowy i jednocześnie są odpowiednio medialni, szybko zrozumiemy, że nie ma ich aż tak wielu. Przy rozwiniętej scenie, na której funkcjonują miriady mniejszych i większych organizacji, może nastąpić problem wydzierania sobie przez organizatorów bardziej wartościowych zawodników. Nie dotyczy to zresztą tylko sceny mieszanych sztuk walki, bo jest to zagadnieniem szerszym – dotyczącym wszelkiej działalności gospodarczej. Mniejsza jednak o definicje. Aby takim sytuacjom zapobiegać powstały umowy, które w sposób naturalny regulują powinności oraz zobowiązania obu stron. Tak też działa nadwiślańska branża MMA, w której zawodnicy i promotorzy zobowiązani są do świadczenia wzajemnych usług na podstawie indywidualnych zapisów kontraktowych. Sprawa jest na tyle czytelna i jasna – można nawet powiedzieć, że oczywista – iż w zasadzie nie byłoby sensu się nią zajmować, gdyby nie niedawne wydarzenia związane z organizacją Fight Exclusive Night.

Pod koniec minionego roku organizacja Pawła Jóźwiaka doświadczyła prawdziwej kumulacji transferów, w wyniku której dwóch zawodników porzuciło bądź zamierza porzucić FEN. Nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie sprzeczne opinie zwaśnionych stron odnośnie tego, czy wspomniane rozstania miały miejsce zgodnie z literą kontraktu, czy może naruszały cały czas obowiązujące umowy z Fight Exclusive Night. Mam tu głównie na myśli Romana Szymańskiego, który niedawno odszedł do KSW, a także Tyberiusza Kowalczyka, który na przełomie roku oświadczył, że zakończył z FEN współpracę – lecz prócz tego cały czas nie do końca jasna jest sprawa Róży Gumiennej, której „blokada” na występy w innych organizacjach i problemy z jej egzekwowaniem może sugerować, że umowy sporządzone przez promotora nie do końca należycie precyzują sporne kwestie.

Rzecz jasna trudno wypowiadać się na ten temat nie mając bezpośredniego dostępu do dokumentów, lecz spoglądając na treść zamieszczanych w internecie oświadczeń oraz wypowiedzi reprezentantów obu stron można zauważyć pewną prawidłowość. Zarówno Tyberiusz Kowalczyk, jak i reprezentujący Szymańskiego Paweł Kowalik poruszają temat (cytat) „wypowiedzenia umowy”, do którego to (znów cytat) „mieli poważne powody”. Nie był to więc – wedle tego, co można wywnioskować ze słów „emigrantów” – spontaniczny ruch a przemyślane działanie podjęte w oparciu o zapisy kontraktowe. Kowalczyk w oświadczeniu zamieszczonym na swoim profilu w serwisie Facebook wyraził zresztą wprost, że przyczyną wypowiedzenia umowy były opóźnienia w rozliczeniach (Wypowiedziałem kontrakt z federacją FEN w trybie natychmiastowym z powodów naruszenia przepisów zawartych w kontrakcie m.in. takich jak: opóźnienia w rozliczeniach, narażenie mnie na straty finansowe i wizerunkowe moich sponsorów!! – cytat dosł.). Czy zatem Fight Exclusive Night rzeczywiście miało problemy z terminowością i, jeśli tak, czy stały się one według zawodników furtką do uwolnienia się od kontraktu z promotorem? Nie sposób tego ocenić bez wglądu zarówno w płatności organizacji, jak i w umowy, lecz jeśli faktycznie wedle zapisów w nich zawartych niedotrzymywanie terminów może być powodem do rozwiązania umowy, to organizator – zalegając z płatnościami – niejako sam na siebie ukręcił bicz, dopuszczając do tychże opóźnień. O ile, rzecz jasna, FEN faktycznie nie płacił w terminie, co prezes Jóźwiak cały czas dementuje (Nie mamy i nigdy nie mieliśmy żadnych zaległości finansowych wobec naszych zawodników. FEN ma się b. dobrze i w tym roku zrobimy 5 gal. – cytat z profilu Jóźwiaka zamieszczony w serwisie Twitter). Co więcej, wedle słów zarządców organizacji, w związku z występem Szymańskiego na KSW 37 nałożyli oni na niego karę umowną w wysokości 60 tys. złotych i taką samą karę będą nakładać po każdym kolejnym występie u konkurencji. Na papierze wszystko brzmi jasno i klarownie: zawodnik złamał zapisy kontraktu, organizator nałożył na niego karę wynikającą z kontraktu – kropka. Sęk w tym, że trzeba jeszcze ową karę wyegzekwować, co wcale nie jest ani proste, ani oczywiste. Niedawnym tego przykładem jest sprawa Aziza Karaoglu, ukaranego przez KSW również karą umowną w związku z naruszeniem regulaminu wynikłym z doboru muzyki, przy której Niemiec tureckiego pochodzenia wchodził do walki (nieformalny hymn organizacji terrorystycznej). Konfrontacja Sztuk Walki zerwała z Karaoglu kontrakt i obarczyła go zawrotną karą, opiewającą na 800 tys. złotych. Problem w tym, że wyegzekwowanie tejże należności od zawodnika mieszkającego na co dzień poza granicami Polski jest bardzo trudne (choć to, czy Federacja KSW faktycznie miała zamiar egzekwować karę, czy ruch z jej nałożeniem był tylko zagraniem pijarowym, jest tematem na osobną dyskusję).

FEN co prawda ma znacznie prostszą sytuację, lecz, tak czy owak, bez wytoczenia Szymańskiemu procesu się nie obejdzie… i tak najpewniej będzie, bo wedle słów Jóźwiaka Fight Exclusive Night Romanowi Szymańskiemu nie odpuści i sprawa trafi na wokandę. Nie ma się zresztą czemu dziwić, bo odejście dwóch głównych gwiazd w przeciągu jednego miesiąca, w dodatku powołujących się na tę samą (nazwijmy to) lukę kontraktową może spowodować pewien precedens i otworzyć drogę kolejnym sportowcom chcącym przedwcześnie rozstać się z organizacją. Żywotnym interesem Pawła Jóźwiaka i FEN jest zatem ugasić pożar w zalążku i wykazać na drodze sądowej, że niedawne wypowiedzenia kontraktów były bezpodstawne i wedle litery prawa Szymańskiego (a zatem również Kowalczyka) nadal obowiązuje umowa z FEN.

Czy tak się stanie i jak spór rozstrzygnie sąd (jeśli sprawa rzeczywiście tam trafi) nie jest przesądzonym. Samo zagadnienie ukazuje natomiast dwie, warte podkreślenia rzeczy. Po pierwsze, blokowanie zawodników kontraktami wyłącznościowymi ma sens tylko wtedy, kiedy organizacja jest w stanie ewentualne naruszenia kontraktu skutecznie karać i kary te egzekwować. Bez tego stanie się ona jedynie przytułkiem dla zawodników, a nie miejscem budowania kariery. Drugą kwestią jest wątpliwa sensowność stosowania tego typu środka prawnego w sytuacji, w której oferowane przez organizacje kwoty nie różnią się in plus w stosunku do tych oferowanych przez bezpośrednią konkurencję – a są radykalnie niższe niż te oferowane przez KSW czy UFC (w przypadku przejścia zawodnika FEN do UFC obowiązują nieco inne procedury, fighter ma taką możliwość, lecz wiąże się ona z pewnymi kwestiami finansowymi). Rzecz jasna zdaję sobie sprawę, że dobrowolna umowa to dobrowolna umowa i nic nikomu do tego – owszem, zgadzam się – lecz takie postawienie sprawy bardzo szybko może skończyć się deficytem utalentowanych fighterów, którzy w organizacji nie będą widzieli atrakcyjnego pracodawcy (bo skoro płaca kiepska, obostrzenia duże… etc.).

Spór nie jest więc oczywisty, lecz na pewno jest on rozwojowy. Mam jednak wrażenie, iż Fight Exclusive Night oberwało już bardzo mocno w początkowej jego fazie i trudno im będzie odbudować wizerunkowe straty. Pozostaje liczyć na to, że zarówno włodarze FEN, jak i postronni promotorzy wyciągną z tej sytuacji potrzebną lekcję.

 

FightExpert Magazine nr 6

Jakub Bijan

Udostępnij

Comments are closed.