Styl robi walkę

Styl robi walkę

Tytułowe hasło od lat towarzyszy sportom walki. Chyba każdy kibic lubi, kiedy walka jest dynamiczna i miła dla oka. Zdecydowanie lepiej ogląda się pojedynki obfitujące w widowiskowe techniki czy zwroty akcji niż te przypominające rozgrywki szachowe. Czy styl walki może wpływać również na inne czynniki niż odbiór walki przez kibiców?

Dobrym przykładem na to może być Kamil Szymuszowski, zawodnik, który od 9 pojedynków nie zaznał porażki, a pokonał między innymi byłego mistrza wagi lekkiej KSW, Macieja Jewtuszkę, świetnego Mindaugasa Verzbickasa czy Dawida Zawadę. Mimo wygrania trzech walk w organizacji, szansę zdobycia tytułu w wadze półśredniej dostał debiutujący w organizacji John Maugire, a nie Kamil, który wydawał się naturalnym pretendentem. Często wymienianym powodem, dla którego zawodnik reprezentujący klub Shark był pomijany, jest styl, w jakim wyrywa swoje pojedynki. Kamil zwyciężał głównie decyzjami, można rzec, że w rzemieślniczy sposób, zaznaczając w każdej rundzie swoją przewagę przez kontrolę w parterze, obalenia i klincz. O ile taki styl może być skuteczny, to niekoniecznie jest atrakcyjny dla oka przeciętnego fana MMA. Łatka mało efektownie walczącego zawodnika przylgnęła do Kamila na tyle, że po ostatniej walce z Gracjanem Szadzińskim, której ciężko zarzucić cokolwiek pod względem efektowności, nadal pojawiają się głosy niezadowolenia, jakoby styl, w jakim wygrał, miał być nudny. Na domiar złego, organizacja KSW również przyczyniła się do zakłamania odbioru tej walki, nagradzając bonusem za występ wieczoru Gracjana Szadzińskiego, który walkę przegrał. Jest to chyba pierwszy przypadek na świecie, kiedy bonusem zostaje nagrodzony zawodnik, który przegrał walkę, przy jednoczesnym pominięciu zwycięzcy pojedynku. Trzeba przyznać, że wygląda to bardzo dziwnie, po pierwsze z uwagi na fakt, że zawodnik, który wygrywa wszystkie pojedynki, jest notorycznie pomijany w kontekście walki o pas mistrzowski, a po drugie, że organizacja dyskredytuje jego wygraną, nagradzając bonusem zawodnika, który przegrał.

Podobną sytuację mogliśmy zaobserwować w wadze półciężkiej. Marcin Wójcik również długo musiał czekać na swoją szansę walki o tytuł mistrzowski, i mimo tego, iż w KSW jest niepokonany, musiał ustępować miejsca, chociażby Kameruńczykowi Rameau Sokodjou, który od pewnego czasu rozmienia się na drobne, nie mając już za wiele do zaoferowania w klatce.

Marcin Wójcik doczekał się jednak swojej szansy i walki o pas. Czy wpływ na to miał fakt, że Marcin walczy efektownie, a dwie z ostatnich trzech walk kończył przed czasem? Na pewno dużą rolę odegrała presja kibiców, którzy już przy walce Tomasza Narkuna z Sokodjou głośno krytykowali ten pojedynek i domagali się zestawienia mistrza z właśnie z Wójcikiem.

Czy taki trend możemy zaobserwować wyłącznie w KSW? Do niedawna wydawać by się mogło, że wzorem do naśladowania jest organizacja UFC, gdzie w dużym uproszczeniu, niezależnie od stylu, zawodnik wygrywający walki mógł ubiegać się o mistrzowską szansę. Nie sposób odnieść wrażenia, że zmieniło się to wraz z popularyzacją osoby Conora McGregora. Irlandczyk, poza wyjątkowymi umiejętnościami oratorskimi, których używa do uprawiania tak zwanego „śmieciowego gadania” przed walką, walczy bardzo efektownie i większość swoich walk kończy przed czasem. Prezentuje on bardzo lubiany przez Amerykanów styl, który wynika z połączenia świetnych umiejętności stójkowych i dobrych defensywnych zapasów. Bardzo podobny styl prezentuje Polska zawodniczka, Joanna Jędrzejczyk. Świetne wyszkolenie stójkowe uzupełnia mocnymi zapasami defensywnymi, co bardzo podoba się publiczności, bo zawsze ciekawszym dla oka jest oglądanie bójki na pięści, niż punktowanie swojego przeciwnika w walce na chwyty.

Lepiej ładnie przegrać niż brzydko wygrać
Czy zatem zawodnicy powinni podejmować ryzyko i stawiać na widowiskowość pojedynku ponad jego wynik? Dobrym przykładem może być walka Artura Szpilki z Deontayem Wilderem, której stawką był pas federacji WBC. Artur, mimo bardzo brutalnego nokautu, jaki zafundował mu Amerykanin, zyskał po tym pojedynku wielu fanów. W trakcie walki nie uciekał do defensywy jak wielu przeciwników Wildera, a często sam zmuszał Amerykanina do walki na wstecznym. W dziewiątej rundzie zaryzykował idąc na wymianę, co skończyło się dla niego ciężkim nokautem. Po walce spotkał się jednak z wielką empatią fanów. Podnoszono liczne głosy, że ze wszystkich Polaków walczących o pas wagi ciężkiej zaprezentował się najlepiej. Nie przestano również wymieniać go jako numeru jeden Polskie Wagi ciężkiej, a wręcz często dodawano, że jest on zawodnikiem, który z mistrzem walczył jak równy z równym. Podobne zjawiska możemy zaobserwować w MMA, chociażby przy okazji walki Jana Błachowicza, który, mimo iż przegrał z Alexandrem Gustaffsonem przez decyzję, zaprezentował się nad wyraz dobrze. Polak świetnie radził sobie w stójce, wielokrotnie trafiając Szweda. Dało się zaobserwować nawet moment, w którym delikatnie zamroczył swojego przeciwnika. Nie był jednak w stanie odpowiadać na próby obaleń ze strony Gustaffsona, który w zasadzie przeleżał tę walkę na Janku, wymęczając decyzję sędziowską na swoją korzyść. Po walce nie ustawały głosy wychwalające Janka za jego wytrzymałość i serce do walki. Kibice docenili fakt, że to Polak dążył do utrzymania walki w płaszczyźnie, która jest widowiskowa, wchodził w wymiany ciosów, które z pewnością są dużo ciekawsze dla kibiców, niż leżenie na swoim rywalu i sporadyczne wyprowadzanie ciosów.

Złotym środkiem oczywiście jest efektowne walczenie przy jednoczesnym wygrywaniu walk, na co dowodem jest sukces Conora McGregora. Nie zawsze jednak jest to możliwe, ponieważ wykonywanie efektownych technik często wiąże się z ryzykiem, nie mówiąc już o wchodzeniu w otwarte wymiany ciosów z rywalem. Wspomniane przykłady pokazują jednak, że efektowny styl walki często procentuje w perspektywie czasu dużo bardziej, niż dążenie do wygranej kosztem widowiska. Nie można zapominać, że w sportach walki kibic odgrywa rolę kluczową. Im większe zainteresowanie kibiców, tym wyższe są wpływy z subskrypcji pay-per-view, wynagrodzenia od reklamodawców, a to ostatecznie wpływa przecież na lepsze zarobki zawodników.

 

Wojciech Piasecki [FightExpert Magazine nr 7]

Udostępnij

Comments are closed.