„Klatka to jest dla mnie najbezpieczniejsze miejsce na świecie” – wywiad z Karoliną Kowalkiewicz

„Klatka to jest dla mnie najbezpieczniejsze miejsce na świecie” – wywiad z Karoliną Kowalkiewicz

Wywiad z Karoliną Kowalkiewicz z 7 numeru FightExpert Magazine (czerwiec – lipiec 2017)

 

FXM: Zacznijmy od początku. Dlaczego zdecydowałaś się trenować sporty walk?
Karolina Kowalkiewicz: Wszyscy doszukują się w mojej decyzji jakiegoś głębszego sensu, a ja po prostu jako młoda dziewczyna, chciałam uprawiać sport. Zainteresowały mnie sporty walki, ponieważ chciałam nauczyć się samoobrony. Na początku za namową kolegi trafiłam na treningi Krav Maga i strasznie mi się spodobało. Po kilku latach zostałam instruktorem Krav Maga. Następnie, już jako instruktor, zaczęłam szukać czegoś więcej, tak by uzupełnić to, co już potrafię i stwierdziłam, że MMA będzie kolejnym dobrym krokiem i ciekawym dodatkiem do tego, co już umiem. Na pierwszym treningu MMA po prostu zakochałam się w tym sporcie. Można powiedzieć, że jest to miłość od pierwszego treningu.

Od razu planowałaś zawodowe starty w sportach walki, czy to przyszło później?
Najpierw trenowałam dla siebie, bardziej rekreacyjnie. Jednak jeden z moich pierwszych trenerów Adrian Ziarnowski namawiał mnie do startów w zawodach. Moje pierwsze zawody to były zawody w K-1 i tam już złapałam bakcyla.

Pamiętasz może, jak zareagowałaś na pierwszy mocny cios, jaki dostałaś w twarz?
Wiadomo, że nie jest przyjemne dostawać w twarz, czy w ogóle przegrywać. Zawsze jednak, jak każda baba, byłam zawzięta i chciałam oddać mocniej.

Wybierając sporty walki i biorąc udział w zawodach, nie obawiałaś się kontuzji, czy na przykład ran i późniejszych blizn na twarzy? Jako dziewczyna nie miałaś żadnych obaw, że taki sport może negatywnie wpłynąć na twoją urodę?
Nie, nie miałam takich obaw. Są to na pewno efekty uboczne tego sportu, ale ja na przykład mam kilka blizn na twarzy i nie są one wynikiem starć w ringu, a beztroskim życiem jako dziecko. Ja miałam naprawdę szczęśliwe dzieciństwo… spadałam z huśtawek, spadałam z drzew.

Więc bycie szczęśliwym dzieckiem jest bardziej niebezpieczne niż walki w klatce?
Tak, dokładnie (śmiech). Moja blizna na nosie to efekt ganiania huśtawki, która bardzo szybko do mnie wróciła, blizna pod okiem to pamiątka po upadku z drzewa. Urazy nabyte na treningu, to z reguły tylko siniaki, które dość szybko się goją i właściwie nie ma później po nich śladu.

Wspomniałaś, że jako młoda dziewczyna chciałaś nauczyć się skutecznej samoobrony. Czy zatem miałaś jakieś problemy?
Nie, nie miałam żadnych problemów. Ja byłam grzecznym dzieckiem z dużą ilością energii. Byłam bezkonfliktowa i raczej starałam się zapobiegać konfliktom i łagodzić wszelkie napięte sytuacje. Jak koledzy na podwórku się bili albo szarpali, to ja ich zawsze rozdzielałam. Byłam ostatnia do bojek.

Krav Maga, K-1, MMA… Jak rodzina reagowała na twoje zainteresowanie sportami walki?
Moja rodzina, to raczej przywykła do moich różnych „dziwnych” pomysłów. Czasami słyszałam od bliskich czy przyjaciół „Karolina może zajmij się czymś bardziej poważnym” albo mówili, żebym to już rzuciła, że moje lata już minęły i żebym zrezygnowała z tego sportu. Ale takie wypowiedzi tylko jeszcze bardziej mnie motywowały i mówiłam wtedy „O nie, ja wam teraz pokaże”. Często słyszałam również, że jestem za stara, żeby odnieść sukces w sportach walki. Ja jednak się zawzięłam i rok później zostałam mistrzynią KSW.

Wiem, że poza sportami walki uprawiasz również sporty ekstremalne. Czego już probowałaś w swoim życiu?
Skoki ze spadochronem, skoki na bungee, nurkowanie, skończyłam również szkołę kaskaderów filmowych. Aktualnie te wszystkie zainteresowania zeszły na drugi plan, ponieważ nie mogę ryzykować jakiejś „głupiej” kontuzji. Ale po zakończeniu kariery w sportach walki, na pewno wrócę jeszcze do tego i na pewno skoczę jeszcze ze spadochronem.

Kiedy zaczęła się u ciebie fascynacja sportami ekstremalnymi?
Ja już mam tak od dziecka. Mnie zawsze ciągnęło, żeby robić coś, co pozwoli poczuć mi więcej adrenaliny.

Gdyby Karolina Kowalkiewicz nie została „fighterką”, to byłaby…?
Pewnie kaskaderem filmowym.

Przejdźmy jednak do twoich aktualnych zajęć, czyli walk MMA. Gdy wychodzisz do klatki nie widać u ciebie żadnych emocji, żadnego „nabuzowania”, a gdy jesteś już w klatce i czekasz na rozpoczęcie walki, stoisz spokojnie pod siatką z założonymi z tyłu rękami. To jest niesamowite, ponieważ za chwilę masz stoczyć walkę z przeciwniczką, która miota się jak rozwścieczony byk, a ty bez żadnych emocji czekasz na rozpoczęcie walki. Jak ty to robisz?

Ja po prostu kocham to, co robię. Mnie to cieszy. Ja w ogóle nie odczuwam stresu, kiedy wchodzę do klatki. Zawsze podkreślam, że klatka to jest dla mnie najbezpieczniejsze miejsce na świecie. Będąc w klatce jestem zrelaksowana, spokojna. Czekam tylko na rozpoczęcie walki i robię swoje. To, że jestem spokojna przed walką, nie oznacza, że nie zależy mi na walce, ja zawsze chcę wygrać i jestem na tym skupiona. Jedno nie wyklucza drugiego. To, że nie pokazuję jakiejś agresji przed walką, nie oznacza, że za chwilę nie będę walczyć najlepiej, jak tylko potrafię.

W tych ostatnich sekundach czekając na walkę, analizujesz jeszcze na szybko, co za chwilę się wydarzy?
Nie, nie analizuję już wtedy nic. Jestem skupiona i odprężona, a następnie idę na żywioł. Wiadomo, jest wcześniej ustalona taktyka, jest game plan, zawsze jestem dobrze przygotowana do walki i staram się realizować założenia, ale gdy walka się zaczyna, to po prostu pozwalam działać mojemu ciału.

W październiku odbędzie się gala UFC w Polsce. Czy zastanawiałaś się nad występem na tej gali, na przykład w walce rewanżowej z Joanną Jędrzejczyk, czy raczej nie wybiegasz myślami aż tak daleko w przyszłość?
Na pewno chciałabym wystąpić w Gdańsku i zmierzyć się w walce o pas z Joanną Jędrzejczyk, ale jest to takie, można powiedzieć, moje marzenie. W tej chwili jednak jestem skupiona na walce z Claudią Gadelhą i na tym, że muszę ją pokonać. Nie wiem też, jakie plany będą mieli włodarze UFC i z kim będą chcieli nas zestawić, więc teraz skupiam się tylko i wyłącznie na mojej najbliższej walce.

Jak wygląda obecnie twoja relacja z JJ. Istnieje jakiś mocny konflikt między wami?
Nie, ja się w ogóle nie spinam. Tak naprawdę, to mam bardzo dużo dystansu do tego wszystkiego.

Czyli jak spotkasz następnym razem Joannę, to bez problemu przebijesz z nią piątkę?
Tak, pewnie. U mnie nie ma żadnej złości. Ja jestem jak troskliwy miś, pokonam wszystkich miłością.

Krzysztof Jotko i wspominana przed chwilą Joanna Jędrzejczyk na stałe przeprowadzili się do Stanów i tam, na co dzień trenują. Nie myślałaś o podobnym ruchu? Bycie tam na miejscu mogłoby wpłynąć pozytywnie na twoją rozpoznawalność, a co za tym idzie na twoją karierę. W podobny zresztą sposób Joanna tłumaczyła swoją decyzję o przeprowadzce do USA.
Nie chcę się wyprowadzać do Stanów. Z pewnego punktu widzenia jest to na pewno wygodniejsze, ale przykład Conora McGregora pokazuje, że wcale nie trzeba mieszkać i trenować w USA, żeby odnieść sukces w UFC. On, na co dzień mieszka w Irlandii i trenuje w Irlandii, a jest największą gwiazdą MMA, a może i wszystkich sportów walki w tym momencie. Ja nie chcę wyjeżdżać z Polski i nie chcę zmieniać klubu. Gdybym musiała wyjechać, to musiałabym również zabrać ze sobą moich trenerów i w ogóle cały mój team. Zresztą dobrze mi tutaj. Tutaj mam swoją rodzinę, przyjaciół… za bardzo bym za nimi wszystkimi tęskniła.

Gdy zaczynałaś walczyć zawodowo, jakie były twoje plany na karierę w MMA? Marzyłaś w ogóle o UFC?
Ze mną jest tak, że mam swoje marzenia i kiedy udaje mi się je zrealizować, to na ich miejscu pojawiają się następne. Najpierw marzyłam, żeby w KSW powstała dywizja kobieca i żebym mogła tam walczyć i udało się. Kolejne marzenie to żeby zostać mistrzynią KSW i to też się udało.
Pamiętam, jak Dana White w tamtym czasie zarzekał się, że kobiety nigdy nie będą walczyć w UFC, jednak na szczęście pojawiła się Ronda, która wszystko zmieniła i kobiety pojawiły się także w UFC, więc ja automatycznie też o tym zaczęłam marzyć. Gdy w UFC powstała moja kategoria wagowa, to już normalnie zwariowałam i wiedziałam, że muszę zrobić wszystko, żeby tam się znaleźć. I to również się udało, i kolejne moje marzenie się spełniło.

Musisz być najszczęśliwszą osobą na świecie, ponieważ wszystkie twoje marzenia się spełniają. Jest więc szansa na to, że kolejne marzenie, czyli walka z Jędrzejczyk w Polsce również się spełni, czego tobie i wszystkich fanom sportów walki życzę.
Byłoby fajnie. Jednak żeby te wszystkie marzenia mogły się spełnić, to bardzo ciężko nad tym pracowałam. To nie jest tak, że to wszystko przychodzi do mnie samo. Nad realizacją poszczególnych marzeń pracuję praktycznie każdego dnia. Gdy mam cel to całe moje życie ustawione jest tak, żeby udało mi się do niego dotrzeć, no i są tego efekty.

Przypomniałaś w swojej wypowiedzi Rondę Rousey. Jak oceniasz jej szanse na powrót. Myślisz, że po tych dwóch porażkach w ogóle wróci jeszcze kiedyś i zobaczymy ją w oktagonie?
Moim zdaniem wróci. Gdybym miała jej doradzać, to doradziłabym jej, żeby wróciła.

Myślisz, że poradzi sobie psychicznie z tym, co się stało, na tyle dobrze, że jeszcze wróci i będzie w stanie wygrywać?
Wydaje mi się, że tak. Powinna pracować nad tym z jakimś psychologiem. Ja osobiście chciałabym, żeby Ronda się pozbierała i wróciła.

Jak wygląda zatem sztab trenerski w dzisiejszym MMA. Jest tam miejsce również dla psychologa?
Tak. My, jako klub, współpracujemy z panią psycholog i ja również czasami korzystam z jej usług. Myślę, że to jest ważne. Czasami ludzie czy zawodnicy bardzo się tego boją i wstydzą, ale naprawdę taka rozmowa czasami bardzo pomaga.

Ostatnio zmieniłaś skład menadżerski. Kto obecnie pomaga ci w prowadzeniu kariery?
Z UFC odnośnie walk rozmawiam sama, ponieważ to nie jest nic skomplikowanego, do czego potrzebowałabym menadżera. Natomiast Konrad Cichosz jest moim menadżerem, który zajmuje się wszystkimi moimi sprawami poza sportowymi.
Jak oceniasz możliwości zawodników na pozyskanie sponsorów w Polsce? Powiedz na swoim przykładzie, łatwiej było o sponsorów, gdy byłaś zawodniczką KSW czy teraz gdy walczysz dla światowego giganta?
Odkąd walczę w UFC, moje życie bardzo mocno się zmieniło i naprawdę bardzo dużo zawdzięczam właśnie tej organizacji. Jeśli chodzi o porównanie, jak wygląda kwestia ze sponsorami, to walcząc w KSW, miałam ich więcej niż obecnie, jednak były to znacznie mniejsze firmy, które wspierały mnie na zasadzie barterowej, czyli za pomoc w promocji oferowali mi swoje produkty. Obecnie dzięki temu, że walczę w UFC można powiedzieć, że zarabiam fajne pieniądze, z których mogę się utrzymać.

W jednym z wywiadów mówiłaś, że na co dzień nie interesujesz się MMA. Jak to jest naprawdę?
To nie jest tak, że w ogóle nie interesuję się MMA, ponieważ kocham ten sport. Jednak wolę czynnie go uprawiać niż siedzieć i oglądać walki. Niestety nie mam tyle wolnego czasu, aby śledzić wszystko na bieżąco co dzieje się w MMA. Zawsze oglądam walki moich przyjaciół i zawodniczek z mojej dywizji. Jednak to prawda, że nie znam zbyt wielu zawodników i że nie spędzam każdej wolnej chwili na oglądaniu walk i śledzeniu informacji ze świata MMA.

Zastanawiałaś się już nad tym, jak długo jeszcze będziesz w stanie walczyć zawodowo?
Chciałabym walczyć jeszcze tak z 2 – 3 lata. Maksymalnie do 35 roku życia. Z prostej przyczyny… chcę mieć kiedyś dzieci. Chcę zakończyć karierę w takim wieku, kiedy będę mogła jeszcze pomyśleć o rodzinie i dzieciach, a na pewno chciałabym mieć dzieci przed czterdziestką.

Ile zatem planujesz mieć dzieci?
Minimum dwójkę (śmiech).

Czyli co, 35 lat i koniec ze sportem?
Nie! Na pewno będę trenować dalej, ale nie będę już walczyć zawodowo. Gdybym na przykład miała 25 lat i urodziła dziecko, to miałabym jeszcze czas i możliwość, żeby wrócić do startów, ale w wieku 35 czy 40 lat będzie to raczej trudne.

Po zakończeniu kariery zawodniczej będziesz mogła zająć się trenowaniem innych. Masz instruktora Krav Maga, a o MMA przecież też co nieco wiesz.
Mam kilka planów na przyszłość. Są jakieś projekty, które chciałabym zrealizować w przyszłości, ale na razie nie chciałabym zdradzać szczegółów i za dużo o tym mówić, żeby nie zapeszyć.

Jak zachęciłabyś młode dziewczyny, żeby zaczęły trenować sporty walki?
Nie sądzę, aby trzeba było jakoś specjalnie zachęcać dziewczyny do trenowania sportów walki. Wydaje mi się, że dziewczyny, które czują taką potrzebę, zaczną to realizować. A tych, które nie widzą siebie w tym sporcie, nie ma sensu na siłę do tego przekonywać. Każdy ma prawo robić i trenować co chce. Myślę jednak, że każda dziewczyna, która znajdzie w sobie na tyle odwagi, żeby przyjść na pierwszy trening sportów walki to już na pewno zostanie, bo tak jej się to spodoba.

Wracając do twojej wypowiedzi odnośnie momentu zakończenia kariery sportowej. Często bywa tak, że zawodnicy wracają ze sportowej emerytury. Myślisz, że mogłabyś po ewentualnym „urlopie macierzyńskim”, wrócić do startów i wystąpić choćby w KSW?
Nie. Jak już powiem koniec, to będzie to oznaczać koniec i nie ma sensu później kombinować. Teraz jestem zawodniczką i wszystko podporządkowuję pod MMA i to jest numer jeden w moim życiu. Ale MMA to nie jest całe moje życie. W momencie kiedy powiem, że kończę karierę, ponieważ chcę zająć się rodziną, to tak zrobię i będę chciała wtedy skupić się tylko i wyłącznie na życiu prywatnym.

Czyli zostaniesz celebrytką, a jedyne informacje, które o tobie będzie można przeczytać, to będą newsy w tak zwanej prasie plotkarskiej.
Po zakończeniu kariery nie będę celebrytką, tylko kurą domową! Będę się realizowała jako kura domowa (śmiech). A jeśli pojawię się kiedyś w jakimś serwisie plotkarskim to wyjeżdżam z Polski (śmiech).
Dziękuję za przesympatyczną rozmowę i życzę wszystkiego dobrego, samych zwycięstw i zero kontuzji.

 

Udostępnij

Comments are closed.