„Wykonujemy jeden z najtrudniejszych zawodów świata, pełen ryzyka, ale taki który dostarcza wiele emocji” – Tomasz Sarara

„Wykonujemy jeden z najtrudniejszych zawodów świata, pełen ryzyka, ale taki który dostarcza wiele emocji” – Tomasz Sarara

Tomasz Sarara – człowiek, który na przestrzeni całej swojej kariery szedł już niejedną sportową drogą. Wielokrotny mistrz Polski, wicemistrz Europy, zdobywca pasów mistrzowskich organizacji FEN, BMAF, PZKB.

 

Iwona Nieroda: Gdy słyszę nazwisko Sarara, to od razu przez głowę przechodzą mi nazwy takich klubów i organizacji jak Mr. Perfect Gym, Mike’s Gym, FEN, Spartan Fight. Zacznijmy więc od tego, co jest świeżym tematem, czyli Spartan Fight. Dlaczego zdecydowałeś się zakończyć współpracę z Fight Exclusive Night i związać kontraktem właśnie z tą organizacją?
Tomasza Sarara: Rzeczywiście jestem osobą, która z niejednego pieca chleb jadła. Szukam swojej szansy na całym świecie. Przecieram bardzo trudny szlak, bo chcę, aby było to w moim życiu coś więcej niż hobby. Chcę zostać kickboxerem zawodowym w pełnym tego słowa znaczeniu, dlatego „uderzam” w zagraniczne podboje. Kickboxing na światowym poziomie pozwala zarobić, jednakże rynek polski także jest dla mnie ważny. Tutaj planuje swoją przyszłość i dlatego „fejm” na polskim podwórku się liczy. Z tego względu m.in. podjąłem współpracę z organizacją FEN. Nie byłem jednak wystarczająco zadowolony. Zmieniłem barwy na Spartan Fight i póki co współpraca się układa. Mam nadzieję, że rozwiną oni swoje skrzydła i razem zbudujemy silną markę tej organizacji.

Jesteś po pierwszej, niełatwej, ale zwycięskiej walce na gali Spartan Fight 7 w Chorzowie. Jakie są twoje odczucia po tym pojedynku? Łatwo nie było, prawda?
Zdecydowanie nie było łatwo. Walka nie potoczyła się do końca po mojej myśli. Pod koniec niezłej pierwszej rundy, przeciwnik przypadkowo uderzył mnie głową. Doszło do głębokiego rozcięcia. Mimo sugestii lekarza nie pozwoliłem przerwać walki. Jednak kłopoty towarzyszyły mi w trakcie drugiej rundy, ponieważ bardziej skupiłem się na kontuzji niż grze taktycznej. Przeciwnik wykorzystał moment przestoju i przejął inicjatywę. Na szczęście w trzeciej rundzie wróciłem do swojej gry i z pełną determinacją wyrwałem przeciwnikowi zwycięstwo z gardła (śmiech).

Czujesz, że organizacja Spartan Fight wysoko stawia poprzeczkę, jeśli chodzi o dobór potencjalnych przeciwników?
Ja nigdy nie przebieram i nie wybrzydzam przy wyborze rywali. Organizacja Spartan Fight inwestuje w zawodników, bo wie, że to oni tworzą wizerunek firmy, a nie światła i oprawa. Wojownicy w klatce są podstawą!

Swoją karierę zaczynałeś jako młody chłopak w Krakowie. Co lub kto popchnął cię w stronę kickboxingu i opowiedz w skrócie, jak wyglądała twoja kariera, aż do dnia dzisiejszego?
Jako jedenastoletni chłopiec trafiłem na salę treningową. Klasyczny przykład, kiedy tata prowadzi za rękę synów na trening sportów walki. Zacząłem wspólnie ze swoim bratem i raźniej nam było w to wchodzić razem. Nikt nie planował żadnej kariery, po prostu poprzez sport tata chciał wykreować nasz charakter, dodać pewności siebie i pomóc wejść w dorosłe życie. Z sentymentem wspominam tamten czas i uśmiecham się, gdy słyszę, że moja mama nie może wybaczyć tacie, jak dużo stresu musiała i nadal musi przechodzić w momencie, gdy wychodzę do ringu. Przy okazji pozdrowienia dla całej mojej rodziny, mamy, taty, brata, żony oraz synka.

Jako amator wiele osiągnąłeś prawda? Nie tęsknisz za reprezentowaniem Polski na najważniejszych sportowych imprezach poza granicami kraju?
Z perspektywy czasu jestem rozczarowany karierą amatorską. Pamiętam swoje pierwsze powołanie do kadry, to było marzenie, czułem się wyjątkowo dumny! Ale niewiele poza dumą Polski Związek Kickboxingu ma do zaoferowania. Wspaniali ludzie, wspaniałe momenty ze zgrupowań, ale to za mało, żeby planować wspólną przyszłość.

Co takiego jest w zawodowym sporcie, czego nigdy nie da się doświadczyć w sporcie amatorskim?
Myślę, że każdy marzy o walce na ogromnej gali w hali pełnej kibiców i to jest punkt docelowy walk zawodowych. Za tym również powinny się pojawić pieniądze, bo wykonujemy jeden z najtrudniejszych zawodów świata, pełen ryzyka, ale taki który dostarcza wielu emocji.

Jak to się stało, że trafiłeś pod skrzydła Ernesto Hoosta?
Swoją przygodę z Holandią rozpocząłem w 2008 roku. W Teamie „Beast of the East” poczułem namiastkę sportu zawodowego. Tamte koneksje doprowadziły mnie do Ernesto Hoost’a. Był to jeden z moich ulubionych zawodników K-1. Wyciągnął do mnie pomocną dłoń i oprócz relacji trener-zawodnik staliśmy się również przyjaciółmi.

Dlaczego w trakcie swojej kariery podjąłeś decyzję zmiany klubu na Mike’s Gym?
W pewnym momencie kariery chciałem wycisnąć jak najwięcej. Ernesto miał swoje problemy prywatne i tym bardziej go to ograniczyło. Chciałem spróbować czegoś nowego.

Chyba nie było tam tak kolorowo, skoro wróciłeś do współpracy z Mr. Perfect?
Nie lubię robić kroków do tyłu. Będąc pod skrzydłami Mike’s Gym, poczułem, że znowu muszę od nowa komuś coś udowadniać.

Jakim jesteś człowiekiem prywatnie?
Skromnym, bardzo towarzyskim, wiecznie uśmiechniętym! Jestem duszą towarzystwa.

Co czujesz, kiedy nie wszystko idzie po twojej myśli w kwestii sportu?
Staram się przede wszystkim działać, aby rozwiązywać problemy, a nie przytłaczać nimi siebie oraz innych i to nie tylko w sporcie, ale również w życiu. Wiadomo, jak każdy, czasami mam gorsze dni i mam ochotę wszystko rzucić, ale po tych złych dniach, zawsze przychodzą te lepsze.

Walczyłeś dla wielu prestiżowych organizacji na świecie. Co osobiście uważasz za swój największy sportowy sukces?
Analizując swoją karierę, najbardziej cieszę się z pozycji, jaką osiągnąłem. Bez żadnych koneksji zrealizowałem i nadal realizuję swoje cele i marzenia. Stałem się osobą rozpoznawalną i dla wielu ludzi człowiekiem sukcesu. Chciałem być mistrzem Polski i zostałem nim, moim marzeniem było zobaczyć się na arenie sportowej w telewizji i również to się stało. Dzisiaj chcę zarobić na tym pieniądze, które mogę inwestować w przyszłość swoją i swojej rodziny i to się dzieje.

Która walka była dla ciebie walką najcięższą w karierze?
Tomasz Sarara vs Turpal Tokayev. Zapraszam do jej obejrzenia.

Czy uważasz, że w polskim kickboxingu kryje się potencjał na miarę największych sportowych imprez kickboxerskich?
Potencjał jest ogromny, potrzebny jest tylko ktoś, kto zbierze to wszystko do kupy i zrobi z tego biznes, z którego będzie zadowolony promotor, zawodnicy i kibice. Nie wykluczone, że będę to pewnego dnia ja.

Czy jesteś kibicem piłkarskim jednego z krakowskich klubów? Wiele osób identyfikuje cię z Wisłą Kraków?
Lubię piłkę, ale w większości nie lubię piłkarzy. Kibicem również nie jestem.

Jakie wartości wyznajesz w życiu?
Szacunek, miłość, charakterność.

Czy widzisz wśród polskich zawodników godnego siebie zastępcę?
Ten sport się rozwija, talentów jest co niemiara, ale dopóki nie będzie warunków do profesjonalnego sportu, dla większości będzie to tylko ciekawa przygoda, a szkoda.

Nie należysz do najmłodszych zawodników. Kiedy planujesz zakończyć karierę?
Jak będzie się układać, a potrwa to jeszcze jakieś 5 lat.

Na koniec życzę ci oczywiście jeszcze wielu lat spędzonych między linami. Serdecznie dziękuję za rozmowę i pozostawiam ci miejsce na podziękowania tym, które się one najbardziej należą.
Podziękować chciałem wielu osobom, często powtarzam, że to nie do końca sport indywidualny. Bez niektórych osób nigdy bym niczego nie osiągnął. Podziękowania na pewno dla moich rodziców, żony, przyjaciół. Ogromne uznanie dla mojego sponsora firmy ANTRANS z Olkusza, za inwestycje w moją osobę i możliwość rozwoju!

 

FightExpert Magazine nr 7

Udostępnij

Comments are closed.