W świecie boksu – wywiad z Katarzyną Kosakowską wiceprezesem Fundacji Wielkopolski Boks

W świecie boksu – wywiad z Katarzyną Kosakowską wiceprezesem Fundacji Wielkopolski Boks

Dyskusja o współczesnym boksie jest niezwykle trudna, bowiem sam świat tej dyscypliny jest bardzo skomplikowany i różnorodny. Z jednej strony można usłyszeć, że boks umiera i traci swoje wpływy na rzecz innych sportów walki, takich jak MMA. Z drugiej strony, nadal organizowane są ogromne gale bokserskie przyciągające na trybuny dziesiątki tysięcy ludzi. Dodatkowa trudność w rozmowie o boksie to jego wewnętrzny podział na część zawodową i olimpijską. Jak więc wygląda dzisiejszy świat boksu? Postaramy się odpowiedzieć na to pytanie w rozmowie z Katarzyną Kosakowską, wieloletnią działaczką bokserską i wiceprezesem Fundacji Wielkopolski Boks.

Jacek Łosak: Kiedy powstała i czym w praktyce zajmuje się państwa fundacja?
Katarzyna Kosakowska: Fundacja powstała pod koniec 2014 roku w odpowiedzi na potrzeby środowiska bokserskiego. Zależało nam na stworzeniu podmiotu, który pomagałaby wielkopolskim, a na początku przede wszystkim poznańskim klubom w rozwinięciu skrzydeł. Z przyczyny czysto formalnych, organizacja, która teoretycznie była powołana do udzielania takiego wsparcia, a którą jest Wielkopolski Okręgowy Związek Bokserski (WOZB), zwyczajnie nie ma takich możliwości. Ma na przykład bardzo ograniczone możliwości, jeśli chodzi o bycie sponsorowanym, gdyż w praktyce niewiele może zaoferować potencjalnym sponsorom. Pomyśleliśmy więc, że próba zbudowania na zasobach WOZB podmiotu, który właśnie takie usługi na rzecz związku i jego członków mógłby świadczyć, jest nie tylko potrzebna, ale zwyczajnie konieczna. Fundacja, ze względu na dość elastyczną formułę działania, wydała nam się najlepszym rozwiązaniem. I tak w grudniu 2014 kroku postawiliśmy pierwszy krok w naszej działalności. Natomiast w momencie, kiedy fundacja stała się przedsiębiorcą, bo to jest też niezwykle ważne dla sponsorów, mogliśmy wreszcie rozwinąć skrzydła. Od samego początku stworzyliśmy sieć klubów, z którymi współpracujemy. Klubów, które wspieramy marketingowo, wspieramy organizacyjnie i oczywiście finansowo. Jako fundacja pozyskujemy środki od sponsorów, w zamian oferując reklamę i usługi marketingowe. Zbieramy także środki w ramach zbiórek publicznych. Marketingowe świadczenia na rzecz naszych sponsorów realizujemy natomiast przede wszystkim podczas gal bokserskich, które organizujemy i co do których staramy się, aby miały właściwą oprawę, pojawiały się w telewizji i innych mediach. To przyciąga firmy i okazało się skuteczną metodą na pozyskiwanie środków, które przekazujemy klubom, przeznaczamy na kolejne wydarzenia i fundujemy stypendia dla najbardziej utalentowanych zawodników.

Czy jesteście też wspierani przez Ministerstwo Sportu?
Tak zwany System Współzawodnictwa Sportowego (SWS), czyli system klasyfikacji wyników sportowych w poszczególnych dyscyplinach sportu, który jest finansowany przez Ministerstwo Sportu, nie obejmuje takich podmiotów jak nasza fundacja. Obejmuje kluby sportowe, związki sportowe i okręgowe związki. Więc jako fundacja nie odnajdujemy się w tym systemie, bo nie jest on dla nas przeznaczony. Mając jednak na uwadze konieczność pozyskiwania środków i bieżące potrzeby fundacji, stworzyliśmy klub sportowy i ten klub powoli wchodzi w system finansowania przez ministerstwo. Na razie się to jeszcze nie udało, ale jesteśmy młodym klubem, bo działamy dopiero od roku. Natomiast i klub i fundacja wspierane są przez Urząd Miasta Poznania.

Mówi się o tym, że boks przeżywa pewnego rodzaju kryzys, państwo natomiast działacie i się rozwijacie. Jak zatem wygląda to z pani perspektywy? Czy faktycznie kryzys to dobre określenie na to, co dzieje się w boksie?
Jeśli uznać, że boks przeżywa kryzys, jeśli uznać, że tego rodzaju określenie jest trafne, to przeżywa ten kryzys od początku lat 90. XX w. Krótko mówiąc, od czasu zmiany ustroju w Polsce. Myślę, że to jest aż tak długotrwały kryzys. Trzeba wziąć pod uwagę, że SWS, w którym funkcjonuje przecie i boks, zupełnie zmienił swój kształt. O ile kiedyś, przed zmianami ustrojowymi, system ten działał dość wydajnie, był zwarty i spójny organizacyjnie, o tyle po wszystkich zmianach sytuacja również się zmieniła. Można powiedzieć, że kluby w praktyce się sprywatyzowały, co oznacza, że tworzą je osoby fizyczne, które np. zrzeszają się w jakiś stowarzyszeniach. Generalnie po tych zmianach zabójcza okazała się dla boksu mieszanka strefy non profit i profit. Trzeba przecież jakoś te kluby utrzymać, bo nie funkcjonują w próżni. Trzeba zapłacić za salę, za prąd, za trenerów. To z kolei nie do końca jest finansowane przez MS, bo klub sportowy jest na końcu tego łańcuch pokarmowego. Przez to właśnie kluby zmagają się zwyczajnie z brakiem pieniędzy na prowadzenie działalności. W jakimś stopniu kluby wspierane są przez samorządy, które też w jakimś stopniu wspierają SWS. To jednak zawsze są zbyt małe fundusze i całość nie działa w pełni wydolnie. Myśmy próbowali i nadal próbujemy odejść od tej formuły czysto non profitowej. Formuły, która nie przewiduje przecież prowadzenia działalności gospodarczej. W takim systemie nie mogliśmy się utrzymać, a przecież za tym, że brakuje pieniędzy na zupełnie podstawowe sprawy, idzie również odpływ ludzi. Może w przypadku młodzieży, czyli osób poniżej 18 roku życia jest to jeszcze mało widoczne, chociaż też zauważalne. Jednak ci wszyscy, którzy skończyli 18 lat i stanęli przed decyzją, co robić dalej, czy to w życiu zawodowym, czy rodzinnym, nie mogą sobie pozwolić na funkcjonowanie w sferze non profit. Z drugiej strony formuła klubu mieszczącego się w SWS, nie specjalnie pozwala na parazawodowy sport. Krótko mówić, nie daje pieniędzy zawodnikom. Zawody w dyscyplinach olimpijskich nie przynoszą żadnych pieniędzy, a przygotowanie do tych zawodów zabiera czas i energię i nie pozwala tak naprawdę na zajęcie się czymkolwiek innym. Ten sport, zwany też wyczynowym, wymaga ogromnych nakładów czasowych, wymaga też pieniędzy. Nawet jednak odkładając na bok kwestie finansowe, w wieku dwudziestu paru lat, zawodnik musi się przecież na coś zdecydować. Albo będzie wyczynowo uprawiał sport w takich dyscyplinach jak boks, nie koniecznie licząc na jakieś gratyfikacje ze strony systemu, w którym uczestniczy, albo odejdzie z tego sportu i zajmie się zarabianiem pieniędzy. Są dyscypliny, w których funkcjonują ligi zawodowe i tu piłka nożna jest najlepszym przykładem, natomiast w boksie jest taka sytuacja, że akurat boks zawodowy i tzw. olimpijski są oddzielone niemal żelazną kurtyną. Niedawno ta kurtyna uchyliła się odrobinę i Międzynarodowa Federacja Boksu (AIBA) pozwoliła na uczestnictwo bokserów zawodowych w wydarzeniach typu igrzyska olimpijskie, ale dalej starty w boksie olimpijskim wymagają od bokserów zawodowych porzucenia tej drogi. W związku z czym, w praktyce sportowiec, bokser musi kiedyś dokonać wyboru pomiędzy boksem zawodowy i olimpijskim. To są jednak dwa różna sporty, które dzielą również kwestie czysto techniczne. I to jest wybór dość trudny, bo boks zawodowy, ani w Polsce, ani w innych krajach nie jest nadzwyczajnie dochodową dyscypliną. Zważywszy na to, że aby czysto fizycznie przygotować się do walki na wysokim poziomie, trzeba poświęcić kilka miesięcy. Zdarza się, że gratyfikacje, jakie otrzymują zawodnicy za udział w walce, wcale nie pokrywają wydatków związanych z przygotowaniem do niej. Pojawia się wówczas dylemat, czy pracować dalej, czy dać sobie spokój? Szczególnie jest to widoczne w niższych kategoriach wagowych, które nie są tak popularne i chętnie oglądane. W takich wypadkach trzeba raczej szukać szczęścia w boksie olimpijskim, bo tam jest szansa na choćby stypendium. Nie zachęca to jednak młodych ludzi do przychodzenia na sale treningowe.

Czy dostrzega pani np. żeby ludzie z boksu odpływali do MMA?
Myślę, że zdecydowanie większym źródłem odpływu do MMA jest kickboxing, który lepiej przygotowuje do MMA. To jest co prawda tylko stójka, ale jednak sposób, w jaki się walczy w kickboxingu, daje więcej atutów przy wejściu do MMA. W ostatnim czasie także w środowisku zapasów podniosły się głosy wśród zawodników, którzy mówią o przejściu do MMA. To raczej działa jednak na tej zasadzie, że istnienie konkurencyjnej dyscypliny powoduje, że nowi zawodnicy rzadziej przychodzą do boksu, niż ci już trenujący z niego odchodzą. Wydaje mi się, że decyzja o wyborze boksu lub MMA pojawia się zdecydowanie częściej na początku kariery. Zwłaszcza że MMA jest od podstaw budowane w zupełnie nowym systemie gospodarczym. Tam nie ma mowy o czymś takim jak non profit, to nie jest sport olimpijski. To jest czysto gospodarcze przedsięwzięcie, w którym płaci się zawodnikom za zrobienie tzw. show. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że to olbrzymie uproszczenie i nie tylko na tym polega MMA, ale gdyby porównywać boks i MMA, to zasadnicza różnica właśnie do tego się sprowadza. To też w zupełnie inny sposób determinuje to, jak uprawia się ten sport, co daje się zawodnikom i jak buduje się ich karierę i popularność. W boksie olimpijskim jeszcze do niedawna było tak, że tak naprawdę zawodnik nie mógł mieć sponsorów, bo nie był wstanie zapewnić tym sponsorom czegokolwiek. Kiepska oglądalność, brak boksu w telewizji, czy bardziej ogólnie w mediach. Brak spektakularnych zawodów, na których można by się pokazać, co powodowało, że poza zapaleńcami nikt się tym nie interesował. Należy też pamiętać, że ten sport nie powstawał jako źródło zysku dla kogokolwiek, był tworzony, by spełniać wymogi olimpizmu. Ani więc nie zakładał profitów dla zawodników, ani tym bardziej dla klubów sportowych, które przecież były finansowane przez państwo. Po zmianie ustroju wszystko się skończyło, a kluby sportowe nie koniecznie zdały egzamin z urynkowienia. W tej chwili jesteśmy przedsiębiorcami, mniej, bardziej, ale jednak. I jeśli nie pamiętamy o tym, to zwyczajnie giniemy.

Czy w środowisku toczą się dyskusje albo są rozważane pomysły na to, jak zatem zmienić sytuację w boksie, albo znaleźć dla niego jakąś inną drogę?
Nie wiem, czy uda nam się kiedykolwiek znaleźć jakąś inną ścieżkę rozwoju boksu. My po prostu robimy swoje. Z pewnością uciekamy przed czysto non profitowym charakterem naszej działalności. To jest podstawowa rzecz, którą od początku staramy się realizować. Poczynając od fundacji, a na klubie kończąc. Osiągamy przychody z różnego rodzaju usługi dla naszych sponsorów, przede wszystkim reklamowych, bo do tego się to sprowadza najczęściej. Oczywiście marzy się nam taka sytuacja, w której dajemy płaszczyznę do porozumienia się lokalnemu biznesowi zainteresowanemu sportem. Staramy się tworzyć przestrzeń dla naszych sponsorów do spotkań i kontaktów biznesowych, co się sprawdza i działa, bo mieliśmy już takie pozytywne sytuacje. Podstawową sprawą jest działanie na rynku z uwzględnieniem jego potrzeb i należy próbować znaleźć odpowiedź na te potrzeby. Trzeba mieć jakieś propozycje dla sponsorów, bo to daje nadzieję na sukces finansowy, który pozwala na dalsze spokojne funkcjonowanie i pracę nad wynikiem sportowym. Drugą bardzo istotną sprawą jest to, żeby nie odwracać się plecami do innych sportów walki. Boks olimpijski przez długie lata, to właśnie niestety robił. Odwracał się także od boksu zawodowego. Zaczęliśmy jednak od niedawna korzystać z nowej furtki w przepisach i tworzymy eventy sportowe z udziałem różnych sportów walki. Pokazujemy więc i boks olimpijski i zawodowy, a do tego również MMA i inne dyscypliny. Zatem takie oddzielanie się i obrażanie, czy zakazywanie nie jest niczym dobrym. Oczywiście istnieje również takie czysto zawodowe ryzyko, że zawodnicy, którzy widzą, że ich koledzy z innej dyscypliny mają lepiej, mogą od nas odejść tam, gdzie zwyczajnie lepiej płacą. Nie jest przecież żadną tajemnicą, że MMA i inne sporty walki płacą zdecydowanie lepiej i nie jest to trudne, bo w boksie olimpijskim nie ma praktycznie żadnych pieniędzy i trzeba się bardzo nagimnastykować, żeby móc zapłacić zawodnikom cokolwiek za to, że biorą udział w wydarzeniu sportowym. Chylę więc czoła przed tymi, którzy się na boks decydują, bo to naprawdę nie jest łatwa droga i wymaga olbrzymiego samozaparcia.

Zatem tego typu inicjatywy jak państwa fundacja mają duży sens w świecie boksu.
Myślę, że tak. Inaczej byśmy się tym nie zajmowali. To jest też bardzo ciekawe doświadczenie, również gospodarczo. Jednak jest to długa droga, wymagająca olbrzymich nakładów. Z jednej strony trzeba działać w pełni rynkowo, bo inaczej nie ma się szans na przetrwanie, a z drugiej strony pamiętać, że nie jest to typowa działalności gospodarcza, że trzeba dzielić uczestników naszych zajęć na tych, którzy przychodzą dla rekreacji i na tych, którzy są zawodnikami wyczynowymi. Trzeba inaczej konstruować ofertę przede wszystkim. Inaczej dla tych, którzy chcą zwyczajnie odpocząć i pobawić się w boks, a inaczej dla tych, którzy są sportowcami wyczynowymi. Inaczej ich prowadzić i też inaczej prowadzić medialnie oba przedsięwzięcia. Jak każda branża, ta też jest specyficzna, zwłaszczazwłaszcza że boks, na skutek kryzysu, o którym wspominaliśmy, nie jest banalnym przedsięwzięciem.

Być może zatem to jest ta trzecia droga, większe urynkowienie się i łącznie sił wewnątrz różnych sportów walki?
Być może tak. Jest tak, jak mówiłam, że nie należy stronić od kontaktów z innymi dyscyplinami, bo to jest zupełnie absurdalne. My nie chcemy być kombajnem, tylko chcemy również korzystać z potencjału innych. Nie ma innej ścieżki. Można się odgradzać od MMA, ale fantastyczny sukces, jaki odniosła ta dyscyplina, przed czym chylę czoła, jest niezaprzeczalny. Nie wiem, czy my zdążymy się nauczyć podobnego działania. Natomiast na pewno warto łączyć siły.

 

foto. Fundacja Wielkopolski Boks

Udostępnij

Comments are closed.