Bokser ze Śląska – Robert Talarek

Bokser ze Śląska – Robert Talarek

W Polskim boksie, jak w wielu innych dyscyplinach, ciężko jest się przebić, nie mając za sobą mocnego promotora, czy po prostu osoby, która w zawodnika zainwestuje i będzie go promować. Nie jest też tajemnicą, że w Polsce najlepiej powodzi się zawodnikom należącym do grupy Andrzeja Wasilewskiego i Tomasza Babilońskiego, którzy dzięki swojemu doświadczeniu i znajomością, są w stanie odpowiednio poprowadzić zawodnika i doprowadzić do dużych walk. Na tym etapie jednak często dochodzi do brutalnej weryfikacji, o czym mogliśmy się przekonać, choćby obserwując karierę Pawła Kołodzieja. Z tego schematu zdaje się wyłamywać Robert Talarek, bokser pochodzący z Rudy Śląskiej.

Robert w zawodowym boksie zadebiutował w 2013 roku. Wcześniej walczył amatorsko w barwach klubu GKS Śląsk, gdzie odnosił sukcesy, będąc w kadrze narodowej seniorów. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że zawodowstwo przyszło odrobinę za wcześnie, gdyż w pierwszym etapie swojej kariery Robert przeplatał zwycięstwa porażkami, przegrywając między innymi z Kamilem Szeremetą, który dziś ma rekord 16-0, a wówczas stoczył z Talarkiem wyrównaną walkę. Czy gdyby karierą zawodnika z Rudy Śląskiej zajął się „poważny” promotor, byłby dziś w tym miejscu, w którym jest Szeremeta? Nie czas ani miejsce na rozsądzanie, tym bardziej że dla Talarka, jak sam przyznaje, poprzedni rok był zdecydowanie przełomowy.

Robert Talarek w 2016 roku stoczył siedem walk, notując bilans sześciu wygranych i jednej porażki. Większość pojedynków toczył na wyjazdach, gdzie jak powszechnie wiadomo, ciężko wygrać z lokalnymi zawodnikami na punkty. Zagranicznym promotorom mogło wydawać się, patrząc na rekord, że polski pięściarz jest tak zwanym „kelnerem”, czyli zawodnikiem mającym zagwarantować łatwą wygraną w rekordzie i kilka przeboksowanych rund. Jednak po ostatnich nokautach, jakie zafundował swoim rywalom, zagraniczni promotorzy raczej nie będą już tak ochoczo zapraszać go. Jednak nie powinien być to dla Roberta powód do smutku, gdyż ostatnim pojedynkiem zdecydowanie zaistniał w świadomości polskich kibiców.

W styczniu, dzięki inicjatywie osób z projektu „To jest boks”, pojawił się materiał przybliżający kibicom sylwetkę Roberta Talarka. Opowiada on w nim o dzieleniu życia pomiędzy pracą w kopalni i boksem, co dla wielu było niemałym zaskoczeniem. Dowiadujemy się również, że całą swoją bokserską karierą zajmuje się praktycznie sam, począwszy od organizowania sobie treningu, po załatwianie pojedynków. Na własną rękę wynajmuje salę, w której trenuje boks wraz ze swoim trenerem. Poza tym uczęszcza do klubów fitness, gdzie wykonuje trening fizyczny oraz motoryczny. Przyznaje także, że część swojego treningu opiera na wiedzy, jaką znajduje w internecie. Jest tak zdeterminowany w prowadzeniu swojej kariery, że był w stanie zapłacić swoim rywalom gażę pięć tysięcy złotych z własnej kieszeni, aby ci podjęli rękawice i z nim zawalczyli. I jakkolwiek nie ubrać tego w ładną otoczkę, to nie są to warunki pozwalające na rywalizowanie na najwyższym poziomie, mimo tego Robert w ringu prezentuje się świetnie, co tylko dowodzi faktu, że jest to wielki talent. Talent, który wreszcie został doceniony na rodzimym podwórku.

Szanse dostał od Mateusza Borka, który postanowił sprawdzić się w roli promotora i zorganizować galę pod szyldem Polsat Boxing Night 7, gdzie zaanonsowano pojedynek Roberta Talarka z Norbertem Dąbrowskim. „Noras” jeszcze niedawno stoczył bardzo wyrównany bój z Eleiderem Alvarezem, aktualnym pretendentem do pasa WBC w wadze półciężkiej. W opinii wielu ekspertów Polak „urwał” Alvarezowi kilka rund, a pojawiały się także pojedyncze głosy, że werdykt był dla niego krzywdzący i powinien wygrać z Kanadyjczykiem. W pojedynku otwierającym galę PBN 7, który miał być swoistą uwerturą do kolejnych pojedynków, nie miał jednak żadnych argumentów na Roberta Talarka. Pochodzący ze Śląska zawodnik pokazał w tej walce niesamowite serce do walki i świetne wyszkolenie bokserskie. Bił doskonałymi kombinacjami, które w większości dochodziły celu, nawet jeśli otrzymywał cios, szedł do przodu i odpłacał się rywalowi pięknym za nadobne. W siódmej rundzie posłał swojego rywala na deski, czym tylko zaakcentował swoją wygraną i to, że to właśnie jego czas nadchodzi.

Warto jednak, aby ktoś zainteresował się karierą Roberta i zapewnił mu warunki, na jakie zasługuje. I tu pojawia się apel, czy to do Mateusza Borka, czy innych Polskich promotorów. Często jesteśmy świadkami inwestowania w zawodników, którzy nie zostali zweryfikowani, nie wiemy czego się po nich spodziewać. Przykładów pokroju Artema Karpetsa można wymieniać godzinami. Dlaczego nie zainteresować się karierą Roberta, który chyba nikomu już udowadniać nie musi, że jest nieoszlifowanym diamentem, i niewątpliwie talentem, jeśli chodzi o boks? Ponadto zawodnik ten w zasadzie wypromował się już sam, zaistniał w świadomości kibiców, również dzięki walce na Polsat Boxing Night, za co należą się brawa dla Mateusza Borka. Przecież taki zawodnik nie musi toczyć walk poza granicami, gdzie łatwo paść ofiarą oszustwa sędziów. Ma stałe grono kibiców, którzy licznie pokazali się na ostatniej jego walce, a gdyby gala odbywała się bliżej Śląska, grono to z pewnością byłoby jeszcze liczniejsze. Robert udowodnił swoją ostatnią walką, że jeśli dostaje od kogoś szansę, z pewnością jej nie marnuje. Jedyne czego potrzebuje to kogoś, kto umiejętnie poprowadzi jego karierę.

 

Wojciech Piasecki / FightExpert Magazine nr 8

 

Udostępnij

Comments are closed.